Beam me up, Scotty

Bo nikt nie powiedział jak, to jest tak.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Salon, czy coś

Go down 
AutorWiadomość
Pol Marshal

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Salon, czy coś   Pon Wrz 01, 2014 12:20 am

Tego wieczoru w jego mieszkaniu odbywała się impreza. Spodziewał się, że przyjdzie więcej ludzi, niż zazwyczaj. Nie, żeby ów mieszkanie było wyjątkowo duże - zwykłe trzy pokoje na metrażu większym, niż przeciętny. Wystarczające, by pomieścić pięćdziesiąt osób bez dużego ścisku. Nie, żeby imprezy te były jakimiś dzikimi popijawami, po których nie pamiętało się połowy zeszłej nocy. Jedną z niewielu jego zasad było nie przekraczanie umownej granicy dobrego smaku. Nie po to zapraszał ich wszystkich, by potem mieć wątpliwą przyjemność ze sprzątania zawartości ich żołądków z miejsc, o których by do tej pory nie pomyślał. Nie tego oczekiwał i nie dlatego sprawiały mu te domówki przyjemność. Malia, dziewczyna, która zazwyczaj zajmowała się sprowadzeniem ludzi była za to odpowiedzialna. Taką właśnie zawarli między sobą umowę, jakiś czas temu. Ona ma gdzie zapraszać tancerzy, ze swojej paczki i może miksować muzykę, on - nie dzwonił po obcych ludziach i nie musiał zajmować się tym osobiście. Znali się od kilku miesięcy, dogadywali się, a ona wiedziała, kiedy się wycofać. Tyle wystarczało do symbiozy. Większość obecnych osób była zazwyczaj związana właśnie z nią, a drewniana podłoga już zapełniona była ciałami wijącymi się do jej rytmów. On sam opierał się o ścianę po drugiej stronie pomieszczenia z widokiem na drzwi. Co kilka minut pojawiały się większe i mniejsze grupki, mniej lub bardziej zorientowane w weekendowej rutynie, do jakiej takie wydarzenia należały. Nie mógł nic poradzić na to, że przyciągnęła jego spojrzenie w momencie, kiedy przestąpiła próg. Nie był jedynym w pomieszczeniu, który odwrócił głowę, i było jasne, że cieszyła się popularnością wśród płci przeciwnej. Nie zauważył, czy przyszła z kimś, czy raczej podążyła za zgrają ludzi do jego mieszkania. Wydawała się trochę zagubiona, rozglądała się wokoło, pewnie w poszukiwaniu kogoś znajomego. Na parkiecie rozbrzmiały latynoskie rytmy salsy zmieszane z klubowym bitem, a on odbił się od ściany i ruszył w jej kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Susan Adair

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Wto Wrz 02, 2014 5:07 pm

Czy można chcieć więcej od życia? Susan dostała to, o czym marzyła jako dziewczynka. Była aktorką z umiarkowaną sławą i uznaniem, miała urządzone według swojego gustu mieszkanie z widokiem na most, dobraną grupę przyjaciół. Dorosła w tolerancyjnym społeczeństwie, gdzie odmienność od ogółu nie była niczym wykluczającym. To były wszelkie, słuszne podstawy do szczęścia - a przynajmniej zadowolenia. I zadowoleniem można było nazwać stan jej poczucia zazwyczaj. Tylko w wieczory takie jak ten, z dusznym powietrzem i zawrotami głowy, coś było nie tak. Nie była w stanie uspokoić się, sen nie przychodził, spacery tylko rozdrażniały, a skupienie się na jednej czynności wydawało się niemożliwe. Susan po prostu się miotała się, nie mogąc znaleźć sobie miejsca nigdzie. Pewnie dlatego z taką ulgą przyjęła zaproszenie od znajomych, by wyjść gdzieś wspólnie. Nie sądziła, że alkohol i taniec ją uspokoją, mogły jednak otępić ją wystarczająco, by zdołała chociaż usnąć i poczekać na kolejny, oby lepszy dzień.
Z jednego baru impreza przeniosła się do kolejnego, aż w końcu ktoś zaproponował, by skorzystali z zaproszenia znajomej znajomego na domówkę u kogoś. Nie było sensu oponować, zresztą kilka drinków zrobiło swoje i Sue nie czuła się już tak fatalnie jak parę godzin wcześniej. Właściwie było jej wszystko jedno, gdzie będzie tańczyć i pić, liczył się sam fakt. Kiedy weszli do obcego mieszkania, znajomi rozsypali się po wszystkich pomieszczeniach, zostawiając ją samą. Znów opanowało ją rozedrganie, omiatała pokój spojrzeniami, szukając miejsca, osoby, czegoś, czego mogła się uczepić i opanować. Nie spodziewała się, że wzbudzi aż takie zainteresowanie. Mimo iż była aktorką, sława nie była czymś, co wiązało się ściśle z teatrem. A ci ludzie dookoła nie wyglądali na pasjonatów sztuk wystawianych na scenie. Przyciągała spojrzenia, ale sama na żadne z nich nie odpowiadała, kierując się wprost do stolika, na którym stało kilka butelek.
Zdecydowanie potrzebowała szybkiego oderwania od rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pol Marshal

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Wto Wrz 09, 2014 10:41 pm

Goście czy nie, wszyscy zdawali się sobie radzić z samoobsługą. Dla gospodarza nie było to żadnym zdziwieniem. Często potrzebował oderwać się od własnych myśli, a od kiedy ta rutyna zagościła w jego życiu, trochę łatwiej mu było funkcjonować. Nie ukrywał, że jego sposób egzystowania był czymś, co nie zdarzało się często. Niektórzy mogliby go nawet potępiać za to, jak wyglądał jego przeciętny tydzień. Wcale by ich nie winił. Był dziwnym przypadkiem i bez trudu potrafił to przyznać. Wydawało się, że ta domówka będzie taka sama jak wszystkie pozostałe. Każda z nich była inna, miała coś lub kogoś wyjątkowego w sobie, ale jeśli spojrzeć na ogół, to zawsze istniał schemat. Dobrze mu było w tym schemacie i jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogły mu się przytrafić, byłoby znudzenie owym algorytmem codzienności. Wiedział, że ten dzień kiedyś przyjdzie, ale do tego było jeszcze daleko. Teraz lustrował pomieszczenie niebieskimi oczami, prześlizgując się pomiędzy tancerzami a dziewczyną stojącą niedaleko wejścia. Jego źrenice były lekko rozszerzone - jego klatkę piersiową wypełniał chwilowy spokój, zażyty wcześniej w postaci pachnącego dymu. Nie palił po to, by się zjarać - zaciągał się wystarczająco, by ledwie się rozluźnić, nie przytępiając przy tym zmysłów. Wiedział, że taka dawka nie starczy na długo. Ale teraz nie było to ważne, o to można było zadbać później.
Przyjął podobną pozycję do poprzedniej niedaleko brunetki. Nie mógł się powstrzymać, żeby poobserwować ją przez chwilę, delikatnie już wstawioną, zdecydowanie sięgającą po pierwszą lepszą butelkę, która była najgorszym alkoholem, który mogła wybrać. Uśmiechnął się pod nosem. Rozejrzała się po stole, w poszukiwaniu jakiegoś naczynia, z którego mogłaby się napić, a jego ręka z plastikowym kubkiem w odpowiednim momencie znalazła się obok. Podniosła na niego wzrok, odsuwając grzywkę automatycznym ruchem głowy. Wioska była zaniedbana. Gliniane domy przykryte były prowizoryczną strzechą, a uboga trzoda chlewna pasła się na plackach suchej trawy wygryzionej do korzeni. Kiedy przyjechali, z kilku domostw wybiegło stadko dzieci w różnym wieku, zdziwionych obecnością białych. Wielkie, obserwujące ich brązowe oczy lśniły od ciekawości i potrzeby zwrócenia na siebie uwagi. Miała piękne oczy. Czekoladowe, podobne do koloru jej włosów. Popatrzyła na niego zagadkowo, biorąc od niego kubek.
- Nie polecałbym tego - powiedział, zbliżając się do jej ucha, kiedy już nalała sobie domowego trunku zmieszanego przez któregoś z gości. Musiał przebić się przez muzykę, więc odległość, jaką zachował była dość mała. Nie chciał krzyczeć. - W każdym razie nie mów, że Cię nie ostrzegałem - wzruszył ramionami, uśmiechając się połową ust i wsadzając dłonie w kieszenie. Nie mógł się powstrzymać od podniesienia brwi, delikatnie sugerując wyzwanie, ciekawy czy ma więcej odwagi czy rozsądku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Susan Adair

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Sob Wrz 13, 2014 1:56 pm

Rutyna upraszczała życie. Uporządkowany tryb dnia sprawiał, że znacznie łatwiej wychodziło się biegać o szóstej rano, potem kupować świeże rogaliki w piekarni za rogiem i zaparzać kawę we french pressie, wiedząc, co w ciągu dnia się raczej wydarzy. Oczywiście niespodzianki zazwyczaj nie były niczym negatywnym, nie burzyły schematu, wyprowadzając Susan z równowagi. Starała się być elastyczna, przyjmowała wydarzenia nagłe z odrobiną spokoju. W końcu na większość z nich nie miała wpływu, a płynąć z prądem zabierało mniej siły niż walczyć ze strumieniem. Sue nie oczekiwała więcej niż mogła mieć. Gdzieś przed nią leżało zrozumienie, kim jest i skąd właściwie pochodzi, gdzieś przed nią krył się związek ze miłością, gdzieś przed nią leżało miejsce, w którym osiągnie stan spełnienia. Póki co, to była przyszłość, a ona nauczyła się doceniać chwilę posiadaną właśnie. Nie miała czego rozpamiętywać (wypalenie się uczuć i zrozumienie, że to nie jest miłość, przyniosło jej tylko ulgę; prawda o byciu adoptowaną tkwiła w niej od zawsze, nie wiązały się z tym żadne przykre wspomnienia), lepiej było stabilnie i z uśmiechem dążyć do przodu, bez zbędnego wysiłku i nadbagażu emocjonalnego, ale nie tracąc kontroli nad całokształtem.
Czasem plan jednak nie szedł po jej myśli. To był właśnie jeden z tych momentów i z racji braku przystosowania do radzenia sobie z wyłomami, trzeba było pokonywać je na siłę, chociażby sięgając po taniec i zapomnienie.
Obce jej miejsce pasowało do tego celu idealnie. Skupiona na zawartości, nie etykiecie butelki, przyjęła podany jej kubek, wpatrując się w nieznajomego intensywnie.
- Dziękuję - odpowiedziała odruchowo, kierując znowu swoją uwagę na kubek i butelkę, nalewając sobie nie więcej niż na dwa palce. Była już podpita i chciała wstawić się jeszcze trochę, ale stan kompletnego pijaństwa nie wchodził w grę. Zignorowała jednak ostrzeżenia swojego mimowolnego towarzysza. Uśmiechnęła się do niego, teraz opierając się bokiem o bar. Lekkim uniesieniem brwi zasygnalizowała, że przyjmuje wyzwanie i szybko uniosła kubek do ust, opróżniając go za jednym razem.
Skrzywiła się, bo faktycznie to był podły alkohol, zostawiający na wargach i języku cierpki posmak. Mimo wszystko jednak miała w sobie żyłka ryzykanctwa i nie lubiła przegrywać. Zresztą, kto lubił?
- Nie jest to ambrozja - zmrużyła oczy, czując pieczenie w całym ciele, zamiast przyjemnie rozchodzącego się ciepła. Zamrugała kilkakrotnie i znowu skupiła wzrok na swoim towarzyszu - Więc, skoro najwyraźniej wiesz, co tu jest dobre, może zaproponujesz coś, co pomoże zmienić doznania? - Świadomie (albo i nie) jej wypowiedź zabrzmiała dwuznacznie. Kilka sekund upłynęło, zanim w pełni zorientowała się w jej znaczeniu, ale już było jej wszystko jedno, zamiast reagować zbyt żywiołowo, pozostała po prostu przy uśmiechu, wzrok nadal skupiając na twarzy mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pol Marshal

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Czw Wrz 18, 2014 2:55 pm

Jemu to odpowiadało. Skacząc w przeszłość, zawsze towarzyszyła mu jakaś rutyna. Niezależnie od czasu i miejsca pomagała wrócić do normalnego życia po niespodziewanych zakłóceniach. Kiedyś uważał, że owe przypadki są zupełnie niepotrzebne i nie lubił, kiedy coś przeszkadzało w codziennych czynnościach. Obecnie jego stosunek do nich obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Zrządzenia losu - jak je nazywał - kierowały jego życiem i układały jego światopogląd. Chyba po to w ogóle wychodził z domu. Chłonął świat otaczający go dostrzegając w nim niemal jedynie dobre rzeczy. Nie było to naiwnością z jego strony, tylko świadomym wyborem. Szedł ulicami San Fran i był jednym z nielicznych przechodniów, którzy wiedzieli, jak świat wygląda naprawdę. Nie myślał nad tym, tak po prostu było. A on nie zamierzał odejść z tego świata widząc tylko tą złą stronę. Rutyna była tylko kuszeniem losu, by raz po raz stawiał mu przed nosem niecodzienne sytuacje.
Teraz, patrząc na kobietę wychylającą kubek najgorszego alkoholu w jego mieszkaniu - albo i w całej dzielnicy - nie mógł się powstrzymać od wzdrygnięcia. Rzadko pił, ale to nie był pierwszy raz, kiedy trunek ten pojawił się na stole zastawionym butelkami. Nadal mógł poczuć jego cierpki smak na języku i szczerze współczuł teraz brunetce, że jednak podjęła wyzwanie. Jej mina i słowa wskazywały dokładnie to, czego się w tym momencie spodziewał, zaśmiał się więc krótko i nadal odwzajemniał jej ekspresyjne spojrzenie.
- Alkohol nie jest moim ulubionym sposobem na zmianę doznań - powiedział nisko wprost do jej ucha, uśmiechnął się i spojrzał, jakby miał ochotę ją zjeść. A raczej... skonsumować. Drapieżne spojrzenie złagodniało tylko trochę, kiedy oparł się znów o ścianę i grymas na jego twarzy przeszedł z zaczepnego w ciekawski. Chciał wiedzieć o niej więcej. Nie znał nawet imienia, a już chciał wiedzieć jakie ma plany na przyszłość. Powinien trochę przystopować.
Było tu zdecydowanie za głośno, by prowadzić rozmowę dłuższą, niż kilka minut. Z drugiej strony, mógł jej zaproponować jego sposób na wyluzowanie się, choć nadal nie wiedział, jaka byłaby jej reakcja. Brązowooka nie była głupia, domyśliłaby się, o co mu chodzi bez żadnego problemu, mimo przykrycia wniosków erotycznym podtekstem. Czekał i obserwował. I tym razem, by cokolwiek usłyszał to ona musiała podejść do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Susan Adair

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Pią Wrz 26, 2014 2:10 pm

Nie była ani głupia, ani naiwna, ani tym bardziej lekkomyślna. Czasem jednak chciała coś udowodnić, zazwyczaj sobie i zazwyczaj w takich właśnie momentach, że nie jest tylko kolejnym nazwiskiem w programie, kolejnym adoptowanym dzieckiem, kolejnym czymkolwiek. Małe rzeczy były dla niej wielkimi sprawdzianami. Głupi kubek z podłym alkoholem urastał do rangi życia i śmierci, nie mając kompletnie związku z otoczeniem, pierwotnymi powodami i tak dalej. Liczył się fakt, że Susan go wypiła (i mimo ogromnego niesmaku, przez który właśnie się w myślach sklnęła - wyglądało na to, że im dłużej drink pozostawał w jej organizmie i na języku, tym gorzej smakował - była dziwnie zadowolona) i mogła wyprostować się teraz dumnie, nie odrywając spojrzenia od swego towarzysza.
- A co nim jest? - odpowiedziała szybko, przysuwając się do niego tak blisko, jak tylko mogła, niemal dotykając ustami jego ucha. Stała leciutko na palcach, opierając się dłonią o ścianę, by nie stracić równowagi. Prowokujący? Tajemniczy? Szalony? Nie była w stanie nazwać swojego stanu ani tym bardziej miny, jaka widniała na jej twarzy, ale cóż.
Była wstawiona i dorosła, nie miała nikogo, kto mógłby jej czegoś zabronić albo z czego ją rozliczać. Nie musiała rano spojrzeć w twarz kogoś, kto miałby jej za złe to, co się działo nocą. Duszna atmosfera, jej własny niepokój, wszystko się składało na pewien specyficzny nastrój, któremu Sue szybko się poddała. Nie traciła rozsądku - z zadziwiającą jasnością wyciągała wnioski ze swojego zachowania, po prostu nie miała nic przeciwko takiemu obrotowi sprawy. Świat nie kończył się w tym właśnie momencie, by czegoś miała żałować. Nie stały przed nią żadne przeszkody, więc czemu miała tworzyć je sama?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pol Marshal

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Pon Wrz 29, 2014 11:05 pm

Nie mógł pozbyć się wrażenia, że odwaga, jaką wykazała się przy wypiciu alkoholu była trochę nieprzemyślana i... wymuszona, ale to wcale nie ujmowało jej przymiotnikowi ważności. Czuł na nowo otworzoną czarną dziurę w brzuchu, która żądała dowiedzenia się skąd wzięła się owa brawura w dziewczynie i jakie korzenie kryją jej niezwykłe rysy i ciemna, egzotyczna karnacja. Jak za każdym razem, kiedy spotykał kogoś ciekawego, swędzenie i łaskotanie czarnej dziury z każdą minutą stawało się coraz bardziej irytujące, więc nie zamierzał opóźniać niczego, co działo się naturalnie.
Jej reakcja wywołała w nim przyjemne ciepło i uśmiechnął się, przechylając głowę w stronę jej szyi, kiedy mówiła bezpośrednio do jego ucha. Wciągnął powietrze pełną piersią i po przetrzymaniu go chwilę w płucach - bezwiednym nawykiem - wypuścił powoli, dmuchając na skórę pod jej małżowiną. Jej poza wskazywała na to, że nie jest jedną z tych osób, które potrzebują swobodnego dystansu przy rozmowie z nieznajomymi. Może to wpływ alkoholu, który już od jakiegoś czasu płynął w jej żyłach, a może dzisiejszych okoliczności, ale nie mógł powiedzieć, że nie podobała mu się jej postawa. Prowokująca, tu by się zgodził. Wiele gorących scenariuszy jednocześnie było odgrywanych w tym momencie w jego głowie, gdy usłyszał cichy, uwodzący ton jej głosu. Przełknął powoli ślinę i oblizał wargi, kładąc dłoń na jej lewym biodrze i przytrzymując stojącą na palcach brunetkę. Po dłuższej chwili odchylił się wystarczająco, by spojrzeć w jej oczy. Była w nich taka... pewność siebie, hardość pewnego rodzaju, że nie obawiał się jej reakcji na to, o czym myślał. Uśmiechnął się do niej i chwycił rękę, którą opierała się nad jego ramieniem. Splótł ich palce razem, utrzymując spojrzenie i odbił się od ściany, na co nie mogła zareagować wystarczająco szybko. Przytrzymał ją wokół talii, znów zaciągając się cynamonowym zapachem.
- Chodź - szepnął wprost do jej ucha i wypuścił ciepłe powietrze na jej odkryte ramię. Pociągnął za jej rękę, prowadząc ją wprost w tłum i na drugą stronę mieszkania. Przeciskając się między splecionymi parami tańczącymi gorącą bachatę dla zabawy zakręcił jego piękną towarzyszką, prowadząc jej dłoń na jego szyję. Widząc jej zaskoczoną minę uśmiechnął się raz jeszcze i wycofał się w ciemny kąt, gdzie puszczając jej rękę wsunął klucz do otworu jedynych zamkniętych drzwi i przekręcił go, wchodząc do jego sypialni. Może to niekulturalne, że wszedł pierwszy, ale wiedział, jak dziwnie może wyglądać wepchnięcie nietrzeźwej kobiety do osobnego pomieszczenia. Wszedł wgłąb pokoju i włączył jedną ze słabszych lamp. Słyszał, że podążyła za nim, ale nie odwracając się otworzył jedną z szuflad w poszukiwaniu potrzebnego sprzętu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Susan Adair

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Wto Paź 14, 2014 9:48 pm

Susan nie musiała wiedzieć. Czasem lepiej było nie zadawać żadnych pytań, na nic nie czekać, dostosować się do sytuacji. Po co chcieć słyszeć, że była inna? Po co chcieć słyszeć, że to nie ma sensu, że nie kocha, że jakiś inny powód? Po co słyszeć, że ktoś inny dostał rolę, po co słyszeć, że nagle jest się samotnym? Lepiej było po prostu dostroić się do sytuacji po prostu. Nie czekać na słowa, tylko działać.
Samej zrobić pierwszy krok, jak teraz. Zignorować wsuwające się w ochronną determinację wtrącenia wątpliwości, które same się pojawiały w te dni. Zamknąć oczy, pozwolić innym zmysłom kierować jej ciałem. Dotyk, węch, słuch, to powinno działać, nie pozwalając oczom na zwodzenie ciała. Może dlatego stała z przymkniętymi powiekami, czując na sobie jego oddech, jego ręce - i dopiero wiedząc - bo przecież nie widząc - że patrzy na nią otworzyła oczy, chyba odpowiadając na jego wszystkie pytania już teraz, nawet na przyszłość.
Ale zaraz znów oddała się we władzę innych zmysłów, czując jak na jej ciele pojawia się gęsia skórka, a nerwy wibrują od przesyłanych sygnałów, gdy ją dotykał. Na ślepo dała się prowadzić pomiędzy ludźmi, na ślepo tańczyła, jak on chciał - znowu tylko na moment uchylając powieki, by znów bez słów odpowiedzieć czy też zapytać, ale nie czekając, nie chcąc słyszeć.
Zatrzymała się przed drzwiami, łapiąc oddech i uspokajając zawroty w głowie. Zawahała się przez chwilę, nie z niepewności, bo przecież decyzję podjęła jakiś czas temu, ale by opanować reakcje, odciąć myślenie krytyczne i zdać się na instynkt. Jeśli nie instynkt miał nią kierować, to co?
Kilka kroków do przodu i znalazła się w przyciemnionym pomieszczeniu. Widziała mężczyznę kilka metrów przed sobą, przy biurku, ale zamiast podejść wprost do niego, zaczęła obchodzić pokój dookoła. Niewidzące oczy, palce przesuwające się po lekko chropowatej szafie. Faktura drewna była jedną z najprzyjemniejszych jakie kiedykolwiek czuła. Wyślizgane drzazgi i sęki, szczeliny, gdzie stykały się drzwi, ciepło bijące od mebla i wciąż duszna atmosfera, jaka unosiła się w powietrzu, niewypowiedziane pytania i odpowiedzi, zdecydowanie ją nakręcały. Oblizała spierzchnięte wargi, stając przy krawędzi szafy. Oparła kręgosłup o krawędź i oddychała głęboko, nie patrząc się na towarzysza. Czekała, po prostu czekała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pol Marshal

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Wto Paź 28, 2014 10:46 pm

Bębny latynoskich rytmów dudniły mu w uszach. Dał jej czas na oswojenie się z nową sytuacją. Czekał spokojnie, nadal plecami do wejścia, na wypadek gdyby chciała się rozmyślić i odejść z powrotem w tłum. To, że chciał spędzić z nią czas nie znaczyło, że i ona miała na to ochotę, a układ, który chciał jej zaproponować mógł obowiązywać tylko w wypadku, kiedy obie strony będą tego chciały. Taka oczywista rzecz, a jednak w dzisiejszych czasach nie wszyscy w pełni rozumieli subtelną różnicę między słowami "chęć" a "przymus". On zawsze stawiał sprawę jasno, może nawet zbyt jasno, w biznesowym stylu, ale na samym końcu wszystko właśnie do tego się sprowadzało.
Skrzywił się na moment, przypominając sobie, że wszystkie dobre rzeczy kiedyś muszą się skończyć. Tak skonstruowany jest ten wszechświat, i choć wydawało się mu to być okrutne, było to też piękne. Śmieszne, jak często w jego głowie te dwa słowa stawały ze sobą ramię w ramię, jak odwieczni bracia w boju przez codzienną rzeczywistość.
Nie usłyszał jej kroków, ale muzyka trochę przycichła. Kiedy szukał mieszkania w mieście jakiś czas temu nie bez powodu jego wybór padł właśnie na to jedno, konkretne, gdzie jedna z sypialni została wyciszona panelami ściennymi. Najwidoczniej poprzedni właściciel miał bardzo lekki sen i wymagał od projektanta tylko najlepszych materiałów, które wtopiły jego pieniądze w lokal, który później wynajmował właściwie za bezcen. Jego strata była profitem Pola, więc nie myślał dwa razy nad podpisaniem umowy. W chwili obecnej drzwi stanowiły jedyną słabą stronę idealnie wyciszającego systemu. Nie domknęła ich, ale niczemu to nie przeszkadzało. Obrócił się powoli i zastał swoją towarzyszkę opartą o krawędź jego szafy. Jej mina stanowiła dla niego zagadkę. Nie patrzyła na niego, ale on chciał wiedzieć, jak wyglądają jej oczy. Trzymając w ręce woreczek strunowy z kilkoma małymi przedmiotami przeszedł kilka metrów przed ścianę z regałem i usiadł, opierając wygodnie plecy. Zaczął rozpakowywać zawiniątka, co jakiś czas spoglądając na kobietę.
- Jak masz na imię?
Chciał zacząć od czegoś prostego. Mówił spokojnym tonem, choć pogłos wcześniejszej chrypy dało się usłyszeć. Niebieskie jak lód źrenice zatrzymały się na moment na brunetce w oczekiwaniu na odpowiedź. Czarna dziura. Wysuszone zielone liście przesunęły się po zgięciu białej kartki papieru, w którą były zapakowane prosto do otworu szklanej lufki. Nie znał kobiety o czekoladowych oczach stojącej kilka metrów od niego, ale czuł coraz większe zrozumienie wraz z powiększaniem się jego ciekawości. Wydawała się zdesperowana z jakiegoś powodu, w dobrym aspekcie tego słowa, choć skrzętnie zachowywała spokój, by to ukryć. Było mało rzeczy, które mogłaby teraz zrobić, by go zbić z tropu. Nie, żeby każda, którą poznawał rzucała się na niego zaraz po przekroczeniu progu, ale wcześniejszy błysk w oczach Susan sprawił, że ten pomysł zaświtał gdzieś w jego głowie. Jeśli w jej też, to na wszystko przyjdzie czas. Najpierw pomoże jej "zmienić doznania" i przy okazji sam zażyje swój niekonwencjonalny lek dający błogi spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Susan Adair

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Nie Gru 21, 2014 8:16 pm

Czekali obydwoje. Nie wiedziała, czy dla niego to pierwsza taka sytuacja, czy nie - pewnie nie, nie sądziła, że skoro prowadził ja tu tak pewnie, nie robił tego już wcześniej - dla niej był to pierwszy raz. Ale rzucenie się w nią nie było trudne, nie dla Susan, nie tym razem. Przytłumione procesy myślowe nie dawały szans na wyciąganie wniosków, zresztą jakich wniosków chciała? Że nie powinna? Że powinna uważać? Na co? Była dorosła. Powiedziała tak i sobie, i jemu. Słowami, bez słów - nie miało to znaczenia, w końcu liczyło się działanie. Jeśli zrobiło się pierwszy krok, kolejne powinno się robić już bez wahania. To było branie odpowiedzialności za swoje słowa i czyny.
Otworzyła oczy, śledząc powolne ruchy nieznajomego. Wodziła wzrokiem za ruchami dłoni, przyglądając się szczupłym palcom z lekkim uśmiechem.
- Susan - odpowiedziała cicho. Jej głos się przyjemnie obniżył, drżał z powstrzymywanego napięcia. Przeniosła spojrzenie z rąk mężczyzny na jego twarz, ciekawa każdego drgnienia mięśni w reakcji na jej odpowiedź. Z jej ust wyrwało się krótkie westchnienie rozbawienia, kiedy wyczuła delikatny, słodkawy zapach unoszący się z suchych liści, który miał stać się intensywniejszy po ich zapaleniu.
Była nim zaintrygowana. Wszystko wyglądało na to, że był właścicielem mieszkania, gospodarzem imprezy, którego goście nie obchodzili. Kim był? Dlaczego? Mogła zadać wiele pytań, ale żadna odpowiedź teraz nie była jej potrzebna, nie musiała wiedzieć nic, by oczekiwać tego, co mogło nastąpić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pol Marshal

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Nie Wrz 04, 2016 11:23 pm

Czekanie było czasem słodszą przyjemnością, niż to, na co się czekało. Wiedział, że każdy, kogo by zapytał o postępowanie brunetki uznałby, że jest ono, mówiąc prosto, lekkomyślne. Jeszcze pięć minut temu nie wiedziała do czyjego mieszkania przyszła. Teraz siedzi w pokoju sama z właścicielem - obcym mężczyzną, którego imienia nie zna. Powiedzieliby, że dziewczyna prosi o nieszczęście. Ale nie on. Pierdolić ludzi, którzy osądzają innych ludzi. Szczególnie tych, którzy robią to bez rozeznania się w sytuacji. Mógł znieść zwyczajne bufoniarstwo i wpychanie nosa w życie innych. Tacy ludzie zazwyczaj prowadzili smutnie nudne życie. Ale nie ignorancję. To była cecha, której w człowieku nie mógł znieść.
Nabrał głęboko powietrza. Czuł lekkie zniecierpliwienie. Chciał już poczuć uspokajający dym w płucach. Chciał już wiedzieć coś więcej o brązowookiej siedzącej w zbyt dużym dla niego oddaleniu. Chciał poczuć jej ciało przy swoim, zostać obdarzonym kolejnym prowokującym spojrzeniem i patrzeć, jak wciąga biały dym do swoich płuc. Był ciekawy czy kiedyś paliła. Jej spojrzenie czasem mówiło "nie jestem taką grzeczną dziewczynką, na jaką wyglądam". Chciał sprawdzić, czy to prawda. Chciał, żeby mu pokazała.
Susan. Imię tak rzadko spotykane, że wydawało mu się, że nie spotkał jeszcze rzadnej. Wyjątkowe. Tak jak jego właścicielka, nie miał wątpliwości. Uśmiechnął się.
- Miło mi cię poznać, Susan. Jestem Pol - zamruczał cicho i gestem zaprosił ją bliżej siebie. Chciał poczuć subtelny zapach perfum, które udało mu się wyczuć wcześniej, kiedy byli blisko. - Opowiedz mi coś o sobie - bardzo starał się nie zasypać jej pytaniami. Dziura w żołądku nadal ziała pustką. Pozwolił sobie zapalić lufkę jako pierwszy, bo nie była to najłatwiejsza czynność. Poczuł ziołowy gaz w gardle i zaciągnął się głęboko. Wstrzymał się na kilka błogich sekund, patrząc Susan w oczy i pozwalając wizjom nadchodzącej nocy zapanować w jego głowie. Wydech był już spokojniejszy. Podał lufkę brunetce, nie ukrywając ciekawości łypiącej na nią spod przymrużonych oczu. - Wiesz jak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Susan Adair

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 01/09/2014

PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   Pon Wrz 11, 2017 10:02 pm

Właściwie nie lubiła czekać - zazwyczaj to było tylko odwlekanie nieuniknionego. Może większość znajdywała przyjemność w przeciąganiu oczekiwania, powolnym tańcu dookoła siebie, rozciągającym czas bez końca. Nie, Susan nie należała do osób cierpliwych. Rutynowanych, tak. Godzenie się na tortury czekania? Nie. Czas był tylko przeszkodą, którą można było pokonać. Takimi samymi przeszkodami były cudze opinie i sądy, które jeszcze bardziej odwlekały to, czymkolwiek ono było.
A mimo to, Susan się nie spieszyła. Na zmianę śledziła lekko zniecierpliwione gesty Pola i wodziła wzrokiem po pokoju, w przytłumionym świetle starając się zobaczyć szczegóły pomieszczenia. Nie zadawała jednak żadnych pytań, nie była też przesadnie zainteresowana wnętrzem, które nie mówiło wiele (lub wręcz przeciwnie, wyrażało więcej niż chciałaby wiedzieć). Znów po jego słowach zapadła chwila ciszy, która mogłaby być wahaniem (nie była). Po prostu oddychała głęboko, patrząc się prosto w oczy Pola, obserwując go uważnie. Nie musiała się zastanawiać.
Odepchnęła się palcami od szafy i podeszła, siadając obok niego - blisko, niebezpiecznie blisko. Były między nimi może milimetry, jej ciało mimowolnie pokryło się gęsią skórką. - Mhm - nie odpowiedziała słowami, biorąc od niego lufkę. Zaciągnęła się głęboko, a potem odetchnęła, przymykając oczy. To nie był pierwszy raz, kiedy paliła. Nie robiła tego często, nie mogłaby powiedzieć, kiedy robiła to przedtem, ale raz posiadanej wprawy się nie gubi, czy nie? - Powiedzieć o sobie? - powtórzyła jego słowa, patrząc się na trzymaną w dłoniach lufkę. Oddała mu ją, śledząc ruchy jego dłoni, gdy odbierał fajkę. Dopiero po chwili uniosła głowę i znów spojrzała mu w oczy. Szumiało jej w głowie, a jednocześnie czuła się lekko, lżej niż wcześniej. Uśmiechnęła się z zadowoleniem. Tego szukała. - Jestem... aktorką. Całe życie gram - odpowiedziała, słowa przychodziły same, w odpowiedzi na jego pytania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon, czy coś   

Powrót do góry Go down
 
Salon, czy coś
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Beam me up, Scotty :: Mieszkanie Pola-
Skocz do: